wtorek, 28 marca 2017

Trochę statystki i „Czuły guziczek‟

Kiedy wrzuciłem wczoraj na bloga informację o otrzymaniu autorskich egzemplarzy Realizmu, nie przypuszczałem, że post będzie miał aż tyle odsłon... W ciągu 24 godzin oglądnęło go 807 osób. Fakt, pomogłem trochę tej sytuacji linkując wpis na facebooku (co niezwykle rzadko robię).


W rankingu „popularności wszechczasów (w przypadku hiperrealizmu od  3 grudnia 2009) post ulokował się jak na razie na czwartym miejscu.


I zapowiedziany w tytule wpisu tekst pt. „Czuły guziczek‟ (Realizm, str. 25):


CZUŁY GUZICZEK                                                                     

Ale to byli Żydzi… – uśmiecha się krzywo
historyk sztuki M., gdy rozmawiamy
o kolekcjonerskiej pasji Gertrudy
i Leona Steinów.

poniedziałek, 27 marca 2017

„Realizm‟ w księgarniach od 6 kwietnia 2017


Własnie dotarła do mnie pula autorskich egzemplarzy :))
No to się autentycznie wzruszyłem...
To może teraz tytułowy tekst z książki (chyba się minimalnie różni od wersji, jaka była prezentowana w sieciowym Helikopterze):


REALIZM

- A więc i pan do nas w końcu przyszedł - w taki sposób
lekarka, prowadząca wcześniej moją matkę, przywitała ojca
w Krakowskim Centrum Onkologii. Ojciec zbladł. Odprowadzałem
go potem długim, mrocznym korytarzem, w którym lśniła
sinoniebieska lamperia. Wszystko to przypomina
PIEPRZONY włoski neorealizm - pomyślałem wtedy
(całkiem niesłusznie zresztą).

niedziela, 26 marca 2017

Mięso jako metafora

W latach siedemdziesiątych niemal wszyscy w Polsce bez przerwy mówili o mięsie...

[Wiersz Stanisława Barańczaka z cyklu: Dojść do lady. Wiersze nabywcze z tomu Tryptyk z betonu, zmęczenia i śniegu (1980). Skan z książki: Stanisław Barańczak 159 wierszyWydawnictwo Znak, Kraków 1990]

[Obraz Zbyluta Grzywacza Pegaz z cyklu: Wołowy Pegasus, 1977. Skan z katalogu: WPROST. 1966-1986, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, Kraków 2016, str. 282]

sobota, 25 marca 2017

Książka gotowa

Z takim właśnie tytułem dostałem wczoraj wczesnym popołudniem maila od Małgorzaty Knap z Wydawnictwa a5. Wiadomość wysłaną ok. 14 przeczytałem jednak dopiero dwie godziny później i nie pojechałem odebrać puli autorskich egzemplarzy (choć wystarczyło zadzwonić i się umówić). Zrobię to w poniedziałek, a tymczasem w roli ostatniej już zapowiedzi tego wydawnictwa wklejam poniżej pełny obraz okładki wraz z tzw. skrzydełkami ("okładka przepiękna!" napisała mi w mailu Małgorzata Knap i całkowicie się z nią zgadzam!).

piątek, 24 marca 2017

SYRENA HERBEM TWYM ZWODNICZA i Marcin Kwietowicz

Autor aranżacji pierwszej wystawy w tymczasowym pawilonie ekspozycyjnym Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. A w tle mój syreni zestaw, który wcale nie jest tłem do wywiadu (dla bliżej niezidentyfikowanego telewizora), jeśli uwzględnić ustawienie kamery...

[23.03.2017 12:39]

Wystawa Syrena herbem twym zwodnicza otwiera się w sobotę 25 marca 2017 o 12:00 w pawilonie przy Wybrzeżu Kościuszkowskim 22.

środa, 22 marca 2017

226-230

Ryszard Krynicki


Kiedy

Kiedy pajac dochodzi do władzy,
nie przestaje śmieszyć - ale komu
jest wtedy do śmiechu?


Ręka

Natarczywie wyciąga do zgody
rękę splamioną krwią.


Wata

Dla kłamcy prawda
jest watą językową 
lub wazeliną.


Nie musi

Żeby wyjaśnić wiele zbrodni
ministerstwo spraw wewnętrznych
nie musi szukać zbyt daleko.


Uwielbia mundury

Bezprawie uwielbia mundury
i szaty
prawa.


[z tomu: Ryszard Krynicki Magnetyczny punkt. Wybrane wiersze i przekłady, Wydawnictwo CiS, Warszawa 1996, strony jak w tytule posta]

wtorek, 21 marca 2017

Wycieczka do Muzeum Śląskiego - appendix

Ponieważ jeździliśmy z Piotrem Szymonem do Kalwarii Zebrzydowskiej w tym samym czasie (choć osobno), siłą rzeczy fotografowaliśmy często tych samych ludzi lub takie same sytuacje...

[Kalwaria Zebrzydowska, 1995]

Widoczna na zdjęciu pani (na czole ma chyba wytatuowane słowo "Bóg"?) była stałym uczestnikiem religijnych uroczystości w kalwaryjskim sanktuarium. Moje zdjęcie zostało wykonane w 1995 roku podczas Procesji Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Fotografia Piotra Szymona, na której widać tą samą osobę (kadr z lewej strony w dolnym szeregu na zdjęciu z ekspozycji w Muzeum Śląskim w poprzednim poście) jest późniejsza i została zrobiona w trakcie uroczystości Wielkiego Tygodnia. I teraz się zacząłem zastanawiać, czy Piotr w ogóle jeździł fotografować letnie uroczystości maryjne? Tak! Przecież podarował mi zdjęcie zrobione w 1998 roku, kiedy po raz pierwszy używałem tam mojego hasselblada... Muszę odnaleźć tę odbitkę!

[Kalwaria Zebrzydowska, 1997]

Fotografia o dwa lata późniejsza, najwyraźniej Wielki Piątek, wtedy właśnie uczestnicy Drogi Krzyżowej wkładają na swoje głowy "korony cierniowe" uplecione z gałęzi olchy. Musieliśmy pojawić się przy tych osobach (środkowy kadr w górnym szeregu na zdjęciu z ekspozycji w Muzeum Śląskim z poprzedniego posta) w bardzo krótkim odstępie czasu...

poniedziałek, 20 marca 2017

Wycieczka do Muzeum Śląskiego


W celu zobaczenia wystawy zdjęć Piotra Szymona, z którym kumplowałem się od 1996 roku. Poznaliśmy się w Jabłecznej, gdzie pojechałem fotografować prawosławnych pielgrzymów modlących się nad Bugiem. Były jakieś problemy z uzyskaniem zgody na robienie zdjęć, w czym Piotr mi pomógł (niestety te wczesnoporanne modlitwy przespałem w samochodzie...), a później podwiozłem go do Warszawy, jadąc dalej do Gdańska, gdzie byłem umówiony na fotografowanie zespołu Ścianka. Spotykaliśmy się potem przynajmniej dwa razy do roku w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie Piotr robił zdjęcia do swojego dyplomu w Opavie, a ja pracowałem nad materiałem, który w 2010 ukazał się w postaci albumu Kalwaria. Piotr wziął też udział w kuratorowanej przez mnie wystawie Fotorealizm w Galerii Zderzak w 2003 roku (obok Sławoja Dubiela, Andrzeja Ślusarczyka i Ireneusza Zjeżdżałki). Ostatni raz widzieliśmy się na wiosnę 2005, kiedy miał w Krakowie wernisaż swojej wystawy Pielgrzymi Kalwaryjscy w jakiejś galerii (nie pamiętam nazwy) przy uli Brackiej. Latem dotarła do mnie wiadomość o jego śmierci...


Na tę monograficzną ekspozycję w Muzeum Śląskim szykowałem się od dawna, mając nadzieję, że pokazane zostaną zdjęcia mi nieznane, że kuratorzy sięgną do archiwum autora, skrupulatnie je przeglądną i pokażą np. kadry zarejestrowane w czasie, kiedy Szymon był członkiem tyskiej grupy fotograficznej KRON (jej uczestnicy fotografowali górnośląskie krajobrazy w latach '80). Nic z tych rzeczy... Materiał pokazany w Katowicach to w prawdzie odbitki wykonane ręką autora, ale pochodzące z wcześniejszych wystaw lub prezentacji. Niestety standard tej ekspozycji przypomina żywo lata '90, zdjęcia w szarych passe-partout (ohyda!) oprawiono w metalowe, odrapane tu i ówdzie ramy... (ohyda x2!). Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zeskanowanie negatywów na jakimś dobrym urządzeniu i opracowanie plików do świecenia lambdy na barycie (ich autor w swoim czasie najwyraźniej nie dysponował urywającym tylną część ciała powiększalnikiem), tak jak to miało miejsce w przypadku przygotowywania wystawy Zapisu Zofii Rydet (i może jeszcze te wystawowe fotografie powinny być zdecydowanie mniejsze?). Niestety ekspozycji zdjęć Piotra Szymona nie towarzyszy żaden, nawet niewielki katalog... choć z drugiej strony, może to dobrze, bo jeżeli to hipotetyczne wydawnictwo miałoby mieć urok wystawy w Muzeum Śląskim, to lepiej, że się ukazało.


Po zobaczeniu wspomnianej wystawy udałem się do nowej siedziby muzeum (zupełnie niezła architektura), mieszczącej się na terenie dawnej kopalni "Katowice", jednak oglądanie przykładów współczesnej sztuki polskiej - szczególnie po ostatnich wojażach - było dla mnie raczej bolesnym doświadczeniem...

piątek, 17 marca 2017

Ściana


Historia z widocznym na okładce obrazem Łukasza Korolkiewicza jest następująca. Była sobie kiedyś w Krakowie galeria o nazwie Inny Świat. Założyli ją w 1984 roku Maciej Szybist i Tadeusz Nyczek, a mieściła się ona na ulicy Floriańskiej (numeru nie pamiętam). Placówka ta zdecydowanie różniła się od innych ówczesnych krakowskich instytucji wystawienniczych, więc często tam zaglądałem w czasie studiów (była to jednak przede wszystkim galeria komercyjna, nazywaną nieco pogardliwie przez właścicieli "sklepem"). Nie pamiętam już, czy w Innym Świecie organizowano tematyczne ekspozycje (nigdy nie byłem na żadnym wernisażu...), jeśli idzie o program pokazów, albo raczej ofertę dla kolekcjonerów, można było tam znaleźć obrazy Wprostowców, prace Henryka Wańka, Henryka Sawki i... Łukasza Korolkiewicza. Wpadałem tam często po zajęciach, nie tylko żeby oglądać sztukę, ale też w celu... słuchania muzyki, ponieważ właściciele tego miejsca mieli zupełnie niezły sprzęt nagłaśniający oraz obszerny (w połowie lat '80 to był prawdziwy kosmos) repertuar operowy, z tego co pamiętam głównie z gatunku bel canto. I tak któregoś razu natrafiłem na obraz Ściana Łukasza Korolkiewicza, który wprawił mnie w zachwyt i zadumę. Owszem, twórczość tego malarza znałem z książki Ewy Kuryluk Hiperrealizm, co innego jednak - reprodukowane w tej publikacji prace z zaaranżowanymi scenkami (w których grali uczestnicy słynnej "Śmietanki" - nie czepiam się bynajmniej, uwielbiam te płótna), co innego - wspomniany kadr z Krakowa, przedstawiający budynek stojący przy ul. Celnej na Podgórzu, pokazany od strony pustego placu ul. Przy Moście. Widoczna na ślepej ścianie reklama pepsi-coli powstała w połowie lat '70, kiedy napój ten zaczęto rozlewać w wytwórni zlokalizowanej w Nowej Hucie (co ciekawe, przez pierwsze lata w krakowskich kawiarniach serwowano go w postaci nieschłodzonej, ponieważ nie miały one odpowiednich lodówek...). Reklamowy mural z logo pepsi trwał na tym murze przez... dwie dekady, owszem coraz bardziej wyblakły i z zaciekami, aż został zasłonięty przez apartamentowiec, który postawiono tam na przełomie wieków. Patrzyłem jak zamurowany na tę Ścianę w Innym Świecie i nie mogłem wyjść z podziwu dla arcyprostego i genialnego zarazem gestu malarza, który ten znany mi dobrze fragment krakowskiej rzeczywistości przeniósł na płótno w postaci w żaden sposób nieupiększonej. Dało mi to wtedy sporo do myślenia, ponieważ miałem wówczas za sobą pierwsze fotograficzne próby i borykałem się z problemem skrócenia dystansu wobec realnego.

czwartek, 16 marca 2017

SYRENA HERBEM TWYM ZWODNICZA (2)

Zbyt mało zwodnicza jednak, więc ostatecznie nie weszła do zestawu...
Ale też ze względu na domniemane autorstwo się nie kwalifikowała.

Znak Syreny (Warszawa, ul. Chmielna, 11.11.2016)

środa, 15 marca 2017

SYRENA HERBEM TWYM ZWODNICZA

To tytuł ekspozycji, jaka otworzy się 25 marca 2017 r. w nowym budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (Muzeum nad Wisłą, Wybrzeże Kościuszkowskie 22). Zostałem zaproszony do udziału w tym przedsięwzięciu i na wystawę specjalnie wykonałem serię zdjęć kibicowskich graffiti, na których pojawia się znak syreny (tak zresztą ten mini cykl się nazywa). Widoczny poniżej motyw pojawił się też na roboczej fotografii opublikowanej w poście z 26 listopada 2016 roku.

Znak Syreny (Warszawa, ul. Szlifierska, 25.11.2016)

Może jeszcze dla zachęty i rozeznania pełna lista uczestników nadchodzącej wystawy w MSN: Korakrit Arunanondchai, Evelyne Axell, Alex Baczyński-Jenkins, Zdzisław Beksiński, Louise Bourgeois, Eugène Brands, Agnieszka Brzeżańska, Bernard Buffet, Claude Cahun, Liz Craft, Edith Dekyndt, Christian Dietrich, Leo Dohmen, Drexcyia i Abdul Qadim Haqq, Elmgreen & Dragset, Leonor Fini, Ellen Gallagher, Malarz Goltyr, Justyna Górowska, Zdzisław Jasiński, Dorota Jurczak, Ewa Juszkiewicz, Birgit Jürgenssen, Tobias Kaspar, Marek Kijewski, Aldona Kopkiewicz i Mateusz Kula, Łukasz Korolkiewicz, Gina Litherland, Jacek Malczewski, Witek Orski, Sylvia Palacios Whitman, Pablo Picasso, Krzysztof Pijarski, Aleka Polis, Agnieszka Polska, Karol Radziszewski, Joanna Rajkowska, Carol Rama, Erna Rosenstein, Tejal Shah, Franciszek Siedlecki, Tomasz Sikorski, Penny Slinger, Juliana Snapper, Franz von Stuck, projekt „Syrenki Warszawskie” (Jacek Łagowski, Danuta Matloch, Katarzyna Opara), Alina Szapocznikow, Stanisław Szukalski, Jerzy Bohdan Szumczyk, Wacław Szymanowski, Dorothea Tanning, Wolfgang Tillmans, Tunga, Anne Uddenberg, Aleksandra Waliszewska, Wojciech Wilczyk, Hannah Wilke, Ming Wong, Marcelo Zammenhoff, Anna Zaradny, Artur Żmijewski.

wtorek, 14 marca 2017

Tego się właśnie zacząłem obawiać

Ponieważ wysłuchałem ostatniego przemówienia Dziadygi Żoliborskiej vel Nadprezesa podczas osiemdziesiątej trzeciej smoleńskiej miesięcznicy... Zacząłem się obawiać, że retoryka tego wystąpienia to zapowiedź wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. A ponieważ Słońce Narodu następnego dnia podczas prasowej konferencji solennie zaprzeczył dążeniom do Polexitu, dodając że z panią Le Pen mają tyle wspólnego, co z panem Putinem, obawiam się tym bardziej, ponieważ żyję już trochę na tym świecie i dobrze pamiętam dementi agencji TASS zaczynające się od słów - nieprawdą jest jakoby...

[Łódź, ul. św. Franciszka z Asyżu, 11.03.2017]

Pracując nad albumem Święta Wojna, który był poświęcony graffiti malowanym przez fanów zwaśnionych klubów piłkarskich, starałem się nie używać słowa "kibol". Termin ten ma nie tylko charakter wykluczający, ale też ci, co go stosują w prosty sposób pozbywają się (tak myślą) problemu mowy nienawiści i agresji, przypisując go wąskiej grupie stadionowych fanatyków. Tymczasem o ile kibole faktycznie istnieją jako rodzaj grupy, to nie są oni oderwani od reszty populacji, zaś to co wypisują na murach jest właściwe dla kodów kultury praktykowanych przez całe społeczeństwo naszego kraju. Polityczna teologia PiS-u, która w ekstremalnej postaci ujawniła się ostatnio przy okazji reelekcji Donalda Tuska na stanowisko Przewodniczącego Rady Europy może być tu dobrym przykładem. A jeszcze lepszym to, co na temat polskiego polityka piszą prawicowe szmatławce w rodzaju Gazety Polskiej lub W Sieci (oba tytuły to klasyczne freudowskie pomyłki, tak zresztą jak i zacytowana wcześniej wypowiedź Genialnego Stratega).

poniedziałek, 13 marca 2017

Zaręby k. Chorzel

[12.03.2017 - 16:01]

Z ostatniej (przedwczorajszo-wczorajszej) trasy przez Polskę... Powyższą instalację zobaczyłem jakieś dziesięć kilometrów przez Chorzelami. I chociaż nie fotografuję już tego typu obiektów (jakkolwiek mijam ich podczas podróży całkiem sporo), zatrzymałem się, żeby zrobić zdjęcie. Więc może jednak jakaś reaktywacja Afterlife? Skoro temat sam się wpycha w ręce, tzn. przed oczy...
I tak się zastanawiam - jeżeli już, to czy w natywnym formacie 2:3, czy też w proporcjach 4:5, albo skropowanym do kwadratu? 
Życie po życiu/Life after Life zrealizowałem w latach 2004-2007. Potem nastąpiła reaktywacja pod nazwą Afterlife, trwająca niezbyt długo bo w zasadzie od 2011 do 2013. I o ile pierwsza seria była pokazywana (premierowo w CSW-Zamek Ujazdowski w 2007 roku), to wspomniana kontynuacja nigdy nie doczekała się wystawy. Myślałem wprawdzie o zrobieniu z zarejestrowanego materiału książeczki, ale nic z tego nie wyszło...

sobota, 11 marca 2017